Student NEWS - nr 15 - okładka
W numerze m.in.
 
Humor dnia

Na Uniwersytecie Jagiellońskim było czterech bardzo dobrych studentów, radzili sobie świetnie na wszystkich egzaminach i testach. Zbliżał się egzamin z chemii, miał być w poniedziałek o 8.00,wszystkim z ocen wychodziła 5. Byli tak pewni siebie, ze przed egzaminem zdecydowali poimprezowac u kolegów z uniwersytetu w Poznaniu. Było super ale zapili w weekend i jak zasnęli w niedziele po południu, obudzili  się w poniedziałek  koło 12.00. Na egzamin oczywiście nie zdążyli, postanowili zabajerować profesora. Tłumaczyli się, ze w weekend pojechali do  kolegów na uniwersytet do Poznania, aby pogłębić wiedze i wymienić doświadczenia, niestety w drodze powrotnej gdzieś w lasach złapali gumę, nie mieli koła zapasowego i długo nie mogli znaleźć nikogo do pomocy. Dlatego niestety przyjechali dopiero koło południa. Profesor przemyślał to i mówi:
- OK możecie przystąpić do egzaminu jutro rano.
Studenci zadowoleni, ze się udało go zbajerować, pouczyli się jeszcze trochę w nocy i na drugi dziej przyszli jak zwykle pewni siebie. Profesor posadził ich w czterech osobnych pokojach, zamknął drzwi, a asystenci  rozdali pytania. Cały test był za 100 punktów. Na pierwszej stronie  było zadanie za 5 punktów, które wszyscy rozwiązali bez wysiłku. Na drugiej stronie było tylko jedno pytanie za 95 punktów:
- "Które koło?"

.            

Ciekawa Academia,ciekawy człowiek,ciekawa historia

Z Panem Eduardo Fiallo- Dyrektorem Academia de la Lengua rozmawiała Agata Jankowska

Pan pochodzi z Ekwadoru. Co więc przywiodło Pana do Polski?
Po skończonej szkole w Ekwadorze postanowiłem wyjechać na studia. Wysłałem podania do pięciu różnych szkół, na pięć różnych kierunków, w pięciu różnych krajach. Nie mogąc się zdecydować, postanowiłem jechać tam, skąd zadzwonią pierwsi. Po trzech miesiącach zadzwonili z ambasady polski. Było około 300 chętnych, a tylko siedem miejsc. Przyjechałem w 1981 roku, przed stanem wojennym. Najpierw do Łodzi, do Studium Języka Polskiego dla cudzoziemców, a po ośmiu miesiącach przyjechałem do Warszawy na Uniwersytet Warszawski. Najpierw studiowałem Dziennikarstwo i Nauki Polityczne, potem Zarządzanie. Tu Obroniłem prace Magisterską z marketingu; pisałem o spółdzielczości.
Obiecałem sobie, że po studiach wrócę do domu, do kraju. To było moje marzenie. W Polsce żyło się ciężko, a ja nie musiałem tu mieszkać. Część mojego rodzeństwa mieszkała w Europie. W Szwecji, w Anglii, we Francji, więc miałem dużo możliwości wyjazdu. Rodzice prosili żebym wyjechał. Tu jednak miałem zbyt wielu przyjaciół. Uważałem, że było by nie fair gdybym ich zostawił i wyjechał. Za wiele mnie łączyło z Polską. Więc zostałem!
Potem zacząłem pracę doktorską, ale niestety nie skończyłem, bo w miedzy czasie wszystko się zmieniło. Skończyło się stypendium, założyłem rodzinę.

Jak już Pan powiedział, były to dla wszystkich ciężkie czasy, szczególnie dla młodych ludzi. Jak Pan sobie radził?
Rzeczywiście było bardzo ciężko. Miałem żonę i syna a sytuacja finansowa była bardzo zła. Żona miała koleżankę, która pracowała w Instytucie leków i jako pracownik miała prawo do jednego królika doświadczalnego miesięcznie. Oddawała go nam. Przez półtora roku żyliśmy właśnie z tego królika i z darmowej zupy socjalnej. Mieszkaliśmy na początku w hotelu asystenckim na ul. Smyczkowej. Później trzeba było zacząć wynajmować mieszkanie. Pojechałem do Hiszpanii pracować jako kucharz; przywiozłem parę groszy. Jeździłem na zarobek do Szwecji, do Niemiec.
Zacząłem robić indiańskie kolczyki. Dogadałem się z malarzami ze Starego Miasta, którzy pozwolili mi je sprzedawać u siebie na straganach.
Pewnego razu przyszedł na Starówkę mój profesor z magisterium. Próbowałem się ukryć ale zobaczył mnie. Było mi strasznie wstyd, więc na pytanie: "Co pan tu robi, panie magistrze?" automatycznie odpowiedziałem, że przeprowadzam ankietę na temat nauki języka Hiszpańskiego w Warszawie. Kilka miesięcy wcześniej, w ramach doktoratu musiałem prowadzić naukę hiszpańskiego na Uniwersytecie. Profesor poprosił żebym pokazał mu wyniki swojej ankiety, więc musiałem naprawdę zacząć ją przeprowadzać. Sprzedając kolczyki zrobiłem ponad 1000 ankiet.

To rozumiem, był początek nauczania przez Pana języka...
Tak. Później zgłosił się do mnie z prośbą kolega, który jechał do Meksyku i musiał nauczyć się języka. Na początku się nie zgadzałem. Byłem zbyt dumny. Uważałem, że jako doktorant jestem "stworzony do wyższych celów". On jednak, między jednym piwkiem, a drugim mnie przekonał. Później przyszła druga osoba...trzecia, czwarta...w sumie było ich siedmioro. Umawialiśmy się w kawiarni. Taka sytuacja trwała około dwóch miesięcy. Potem wyjechał do Meksyku, wrócił i poprosił o kontynuacje. Było już czternaście osób...Potem czterdzieści.
Zaczęła się współpraca ze szkołami językowymi. Musiałem wynajmować sale w różnych częściach Warszawy. To był początek....

Academia de la Lengua powstała w 1994 roku. Jak wygląda obecnie?
Dziś współpracuje ze mną 120 lektorów. Z Academią jest związanych ok. 8000 osób. Organizujemy kursy dla blisko 255 instytucji.
Od niedawna prowadzimy warsztaty dla hobbystów, w których mogą uczestniczyć nasi słuchacze, którzy mają wspólne zainteresowania. Mogą porozmawiać, wymienić się poglądami. Prowadzimy warsztaty kulinarne, kursy tańca. Na zajęciach panuje luźna atmosfera. Słuchacze bawią się w ten sposób poznając kulturę.
Mimo że uczymy poprzez zabawę, bardzo poważnie traktujemy naszych słuchaczy. Wiele wymagamy od nich, a jeszcze więcej od siebie i naszych lektorów. Jeśli lektor się spóźni na zajęcia więcej niż 10 min cała grupa ma prawo do bezpłatnych, dziewięćdziesięciominutowych zajęć. Jeśli powtórzy się to trzy razy kończymy współprace z danym lektorem.
Zajęcia całkowicie odbywają się w języku, którego grupa się uczy. Jeśli jednak ktoś potrzebuje przetłumaczenia, lub wskazówek w języku polskim, przysługują mu bezpłatne, nieograniczone czasowo konsultacje.
Grupy mamy bardzo małe, co sprzyja koncentracji i integracji miedzy słuchaczami. W ciągu semestru każdy lektor powinien zrobić co najmniej trzy testy. Semestr kończy się egzaminem. Ten, kto uzyska mniej niż 50% punktów nie może kontynuować spotkań w tej grupie. Proponujemy pakiet indywidualny, gdzie jeszcze raz przerabiamy materiał.
Dla młodych, wychowujących dzieci słuchaczy oferujemy bezpłatną świetlicę, w której można zostawić pod profesjonalną opieką malucha. Zabawy przeprowadzane są również w językach obcych, tak że dziecko od początku ma kontakt z językiem.
Cały czas jesteśmy otwarci na nowatorskie techniki, zwariowane pomysły.

Czy planuje Pan rozwój Academii w innych miastach?
Nie planuje zakładania kolejnych Academii, ale mam zamiar rozszerzyć współpracę ze szkołami językowymi na terenie Polski.

Dziękuję za rozmowę.