Student NEWS - nr 5 - okładka
W numerze m.in.
 
Humor dnia

Studenci wybrali się na egzamin. Czekają pod drzwiami sali, nudziło im się więc zaczęli się bawić indeksami - czyj indeks zatrzyma się bliżej ściany. Tylko że jednemu to nie wyszło zbyt dobrze, bo zamiast w ścianę trafił indeksem pod drzwi, i do sali w której siedział egzaminator. Przeraził się okrutnie, ale za chwilę indeks wyleciał z powrotem. Otwiera, patrzy, a tu ocena z egzaminu: 4.0 Ucieszył się, no więc koledzy postanowili wrzucać dalej. Kolejny dostał 3.5, następny 3.0. W tym momencie zaczęli się zastanawiać... Kolejna ocena wydawała się dosyć jednoznaczna (2.5 nie wchodziło w grę). Wreszcie jeden postanowił zaryzykować. Wrzuca indeks... Czeka... Nagle otwierają się drzwi, staje w nich egzaminator:
- Piątka za odwagę!

.            

Tak to robią w USA

WALENTYNKI

CMOK, czyli Całkiem Miła Okazjonalna Komercja

Edyta Wojewnik jest studentką Uniwersytetu Warszawskiego. Ponad rok temu postanowiła zrobić sobie przerwę w nauce i wyjechać za granicę jako Cultural Care Au Pair. Zamieszkała w Nowym Jorku na Brooklynie, gdzie zajmowała się dwójką dzieci. Do jej obowiązków należało przygotowanie podopiecznym śniadań, posiłków do szkoły i kolacji. Ponadto odprowadzała i przyprowadzała dzieci ze szkoły oraz przedszkola, a także z zajęć dodatkowych. W wolnym czasie Edyta uczęszczała na Uniwersytet Nowojorski, gdzie spędzała na wykładach około 15 godzin tygodniowo.

Oto, jak Edyta wspomina Walentynki spędzone w USA - ojczyźnie popularnego obecnie i u nas Święta:

Komercja
Dla mnie ten dzień ma troszeczkę zbyt komercyjną oprawę, aczkolwiek jest mi zawsze bardzo miło, kiedy dostaję milutką karteczkę od Walentego. Owa komercyjność przybiera gigantyczne rozmiary w USA. Udekorowane jest wszystko: domy, sklepy, szkoły, kawiarnie, restauracje, a nawet ulice. Całe miasto ocieka dekoracjami z serduszek, zakochanych króliczków i różowych niedźwiadków. Nietrudno też znaleźć odpowiedni drobiazg bliskiej osobie: czekoladki w kształcie serduszek, baloniki z nadrukami, czy kubeczki z logo Walentego.

Małe, a cieszy
Miałam okazję być w czasie Walentynek w Nowym Jorku i obserwować to wszystko z bliska, będąc uczestnikiem całego "widowiska". Dzień zaczął się od przemiłej wymiany prezencików między mną a ludźmi u których mieszkałam. To jest niesamowite, jak takie drobne upominki poprawiają humor i polepszają samopoczucie na cały dzień. Amerykanie generalnie są narodem bardzo otwartym, a w ten dzień można to było odczuć ze zdwojoną siłą. Od zaprzyjaźnionego sklepikarza, pana na poczcie, listonosza usłyszałam miłe życzenia walentynkowe tuż po obowiązkowym i entuzjastycznym "how are you". Z jednej strony może się to wydawać trochę powierzchowne i puste, jednakże każdemu robi się miło, gdy widzi uśmiechniętą twarz i słyszy miłe słowa. 14. lutego czułam, że nie jest to zwykły dzień.

Ale kwiatek!
Najmilej jednak zrobiło się, gdy głowa rodziny - Alan, wracając z pracy przyniósł wszystkim kobietom
w domu po olbrzymim bukiecie kwiatów. To było coś niesamowitego, moje zdumienie nie miało granic, zwłaszcza, gdy wiedziałam, że Amerykanie są oszczędni w dawaniu kwiatów.
To był jeden z najmniej spodziewanych prezentów w moim życiu i oczywiście przez to jeden z najmilszych. Walentynki to jedno z najbardziej wyrazistych świąt w Stanach Zjednoczonych. Nie ma osoby stąpającej po tym świecie, która nie znałaby Dnia św. Walentego. Osobiście nie znam żadnych powodów, dla których nie miałabym świętować Walentynek. Według powszechnie panującego powiedzenia świąt nigdy nie ma za dużo, a do świętowania każda okazja jest dobra.

Jestem przekonana, że rok w Stanach w ramach programu Cultural Care Au Pair wpłynął na całe moje życie. Poznałam język angielski w zadawalającym stopniu. Pozwala to mi wykonywać pracę, o której marzyłam - lektora języka polskiego dla cudzoziemców. Teraz jestem osobą odważną, przedsiębiorczą, nie boję się ryzyka, potrafię na wiele rzeczy spojrzeć z innej perspektywy.