czyli spamu wysłanego za pomocą komunikatora. "Spim na ogół jest krótki. To niedługie zdanie albo dwa, zakończone odsyłaczem" - wyjaśnia Genelle Hung, analityk z Radicati Group. Najczęściej wiadomości zachęcają do odwiedzenia stron pornograficznych (ok. 70%), pozostałe reklamują viagrę i podobne preparaty. Zawierają więc podobne treści, co "śmieci" pocztowe. Niestety, o ile e-mail możemy skasować bez czytania, o tyle spim jest bardziej uciążliwy. Wiadomość trzeba najpierw otworzyć (lub robi to sama), a krótka forma sprawia, że siłą rzeczy rzucimy okiem na treść reklamy.
Yahoo!, podobnie jak ICQ, Miranda i nasze rodzime Gadu - Gadu, wprowadziło możliwość ukrywania swojego statusu przed nieznajomymi. Ponadto pojawiła się niedawno bardzo pomocna wtyczka Text Filter. Pozwala ona nie tylko na odsiewanie spamu czy komunikatów reklamujących strony porno, ale również popularnych łańcuszków. W razie zablokowania danej wiadomości jej nadawca otrzyma automatyczną odpowiedź. Niestety, wieloletnie doświadczenia ze "śmieciowymi" e-mailami świadczą o tym, że spamerzy nie śpią i są w stanie oszukiwać nawet najlepsze zabezpieczenia. Czy i tym razem czeka nas zabawa w kotka i myszkę?
Genelle Hung przekonuje, że szansę na zatrzymanie nowej epidemii dają informowanie użytkowników o spimie oraz nieodwiedzanie reklamowanych witryn. Jak jednak uczy nas przykład spamu, spadająca liczba kliknięć reklam powoduje jedynie wzrost ich liczby. Trudno sobie wyobrazić sytuację, w której 100% użytkowników uodporni się na spim czy spam. Wygląda więc na to, że niedługo spim przybierze na sile. Co gorsza, na horyzoncie jest już kolejny rodzaj spamu: tzw. spit.
Maciej Laskus








